O mnie

niedziela, 20 grudnia 2015

Tumblr

Spędziłem moje ostatnie 4 miesiące życia na Tumblr. Przeglądałem, czytałem, patrzyłem, płakałem, śmiałem się i chuj wie co jeszcze robiłem, bo jak każdy wie, na Tumblr są zdjęcia nagich i bardzo, bardzo ładnych dziewczyn. Zero wstydu.

W każdym razie, przeglądając Tumblr, trafiłem na przeróżne zdjęcia. Wiele z nich to screenshoty konwersacji, coś typu, ''oh, chcę cię tak bardzo, że zaraz się posram'' ale widząc je częściej i częściej, zdałem sobie sprawę z tego jakie jest moje własne życie.

Tutaj, przyznaję się do moich grzechów. Chociaż co to w ogóle jest grzech? Nie mam pojęcia. Zły uczynek? Ale co to jest zło?
Zło to jedna z dwóch podstawowych kategorii moralnych, przeciwieństwo dobra.
Ale co to jest dobro? To raczej coś na inny wpis.

Poznaję ludzi na internecie, co prawda teraz już mniej, ale i tak poznaję.

Pierwsza osoba jaką poznałem to była Michasia. Była blisko, o dziwo, w mieście do którego miałem 40 minut autobusem. Ja pojechałem raz tam, raz ona do mojego miasta. Pocałowaliśmy się, tak. I potem dowiedziałem się, że jestem kochankiem. Zdradzała swojego chłopaka, i wiecie co?
Czuje się z tego trochę dumny, że ktoś wybrał akurat mnie; że wybrała mnie jako kogoś kto jest bardziej atrakcyjny niż jej chłopak, ktoś z kimś, z tego co wiem, była 1.5 roku.
Z drugiej strony jednak mnie to rozpierdoliło w środku, bo wiedziałem, że szybko nie pozbędę się tego czegoś co czułem w środku - ah, pierwsza miłość. Jakie to słodkie.
I wiem, że to od tego zaczęło się moje rozpierdalanie się.
Po tym zaczęły się cięcia, płykie, głębokie, różnie.
Zaczęło się płakanie po nocach, nie mogłem już patrzeć na jej zdjęcia, ale byłem zmuszony widzieć ją co jakiś czas kiedy odwiedzałem moich znajomych w mieście którym żyła i dalej żyje, z tego co wiem.

Potem była druga dziewczyna, Edyta. Dziewczyna Tumblr'a. Seksowna, ładna, mądra, ale smutna.
Nie pomogłem raczej, jadąc 250km do niej, żeby poruchać się 3 razy, zostawić za sobą trochę malinek gdzie nie gdzie. Znaliśmy się dokładnie 80 dni. Dobrze wiedziałem, że z nią nie będę. Raz zrobiliśmy to stojąc przy ścianie, a jej matka była w pokoju dokładnie obok. Była starsza ode mnie o 5 lat. Po tym jak odjechałem, nie pisałem z nią ani razu. Nigdy. Ale wiem, że żyje - jest dobrze.

Następnie, była.. dziewczyna, ale jednak chłopak, trans. Nie przeszkadzało mi to, jestem tolerancyjny. Nigdy się nie spotkaliśmy, ale znaliśmy się bardzo długo. Nie zrobiłem mu nigdy nic złego naumyślnie. Pilnowałem go, od początku od końca, ale potem wróciłem do nałogów i wszystko się posypało. Krzywdziłem go dziennie, wyzwiskami i różnymi innymi rzeczami które mówiłem, a potem patrzyłem na to i płakałem. I on też płakał. Zawsze go lubiłem, wiem, że mu pomogłem w pewnym sensie, a w pewnym zniszczyłem. Odebrałem mu jedynego człowieka który był mu tak bliski jak ja, bo odszedłem. Nie zniosłem tego kim się stałem przez to wszystko. Przez to, że sam byłem samotny. Umarł wtedy mój najlepszy przyjaciel, też z internetu. Dotknęło mnie to bardziej niż cokolwiek co kiedykolwiek musiałem przeżyć. Nie pomogła mi też za bardzo rozłąka z moim ojcem, w końcu jesteśmy tacy sami, dość dosłownie.

Skoro zacząłem mówić z początku o Tumblrze, to ten cały wpis ma jakiś sens.
Miałem tylu ludzi i samotność mi bardzo, bardzo dopiekała. Mimo posiadania ich wszystkich, w ten czy inny sposób, najbardziej zniszczyłem jedną dziewczynę. A przez co? Przez nie docenianie jej.
Jesteśmy teraz razem, ale nie wiem czy wcześniej brałem ją tak na poważnie jak kiedyś. Kiedy zaczeliśmy rozmawiać, nie miała zbytnio swojego charakteru. Musiałem wszystko z niej wyciągać, było dziwnie. Sztucznie. Teraz tak nie jest i to jest jedna rzecz której jestem pewny na 100% w moim życiu. Oczywiście, że nie zestarzejemy się razem, to bardziej niż pewne. Mam jednak nadzieję, że nawet po przeczytaniu tego wszystkiego nie pierdolnie mną i dalej zostanie, tak jak zawsze zostawała. I mam nadzieję, że w następne wakacje znowu będziemy trzymać zapocone zdjęcie i komentować życie staruszek, które akurat siedzą na ławce przy nas i tylko czekamy, aż w końcu zejdzie, żeby przesiąść się na tą ławkę bo to jedyna która jest w cieniu.

Nie wymienię jej imienia bo wie kim jest. I zanim zapytasz - nie, nie byłem z żadną z nich kiedy byłem z tobą. Nie robię tak.

Bo ciebie naprawdę kocham, a nie tak jak je. Na 5 minut, poczekać, wyruchać i odejść. Nie, nie. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.

Peace out.
Lu.

1 komentarz: